MOJE BLOGOWANIE

NIE TYLKO O MICHAELU...
...Jeśli przychodzisz na świat, wiedząc, że jesteś kochany i opuszczasz go z tą samą świadomością, wszystko z czym w międzyczasie przyszło ci się zmierzyć - jest do pokonania. (Michael Jackson- Oxford 2001)

Ten blog nie mógłby powstać, gdyby nie miłość i zaangażowanie rzeszy fanów, którzy tłumaczą teksty o Michaelu Jacksonie na licznych portalach, poświęconych Królowi Popu.
Szczególne wyrazy uznania kieruję do zespołu tłumaczy: Ola, Anialim, Kora, Bea, Kato, Agnieszka, Butterfly26, Felicia M, Phi, Speed Demon, Tiffani, Ioretta, Marta, Nat, Bettima, Marta, Nat.
Specjalne podziękowania dla oddanych Fanek z Internetowej Bazy Tłumaczeń MJTranslate, oraz michaeljacksontruelove.
Gdyby nie WY, moja wiedza na temat Michaela byłaby niepełna i znacznie ograniczona.
Wszystkie zdjęcia oraz materiały filmowe znalezione i udostępnione z sieci.

Translate

sobota, 28 grudnia 2013

Świątecznie poświątecznie


Michael kochał Święta od zawsze, ale po raz pierwszy celebrował je dopiero w Neverland, trudnego 1993 roku, dzięki oddanej i niezawodnej  przyjaciółce Elizabeth Taylor.


Za sprawą matki, gorliwej wyznawczyni Świadków Jehowy jako dziecko i młody chłopak należał wraz z nią do ich kościoła.
Gdy stał się światową gwiazdą, współwyznawcy zarzucili  mu promowanie okultyzmu w teledysku do Thrillera. Dalej było jeszcze gorzej.
Współbracia postawili warunki, których nie mógł przyjąć. Nastąpiło bolesne rozstanie.
Od tej pory oficjalnie Michael nie związał się więcej z żadną religią, nie mniej jednak głęboko uduchowiony wierzył w Boga i przez całe życie podkreślał Jego istnienie we własnym życiu.
Przestrzegał zasad, objawiał miłość i współczucie, pomagał potrzebującym, czynił dobro.

Bóg daje się nam poznać w nieskończoności swego dzieła,
podczas gdy ludzie GO szukają w obrębie własnych prawd i dogmatów.

Bez względu na to, co i w jaki sposób powiemy o Bogu, zawsze ktoś poczuje się urażony.
Choć przecież każdy z nas ma prawo do własnej definicji Boga.

Sądzę, że obecność Boga w naszych sercach  jest rzeczą o wiele istotniejszą,
niż nasze wyobrażenie o NIM, 
niż forma, w której szukamy dowodów JEGO istnienia.

Dla mnie - muzyka i taniec - są trwałym fundamentem,
na którym pragnę wznieść mą maleńka świątynię Pana.

Moim przeznaczeniem jest - nadać dziełu formę.
Wolą Stwórcy wypełnić ją treścią.

Nocą często spoglądam ku niebu, gdy otulone świetlaną szatą milionów gwiazd,
kołysze świat do snu, darując mu chwilę wytchnienia.
Ich blask rozjaśnia moje skołatane serce.
Są mi tak drogie jak uścisk przyjaciela.
Jak słowo pocieszenia kogoś bardzo bliskiego.

Oto są chwile, gdy Pan odkrywa przede mną potęgę swego majestatu.
W harmonii barw, w beztrosce dziecięcego śpiewu, w szczerości ojcowskiego pocałunku.

Obecności Boga nie potrafię nadać postaci ani kształtu.
Zamykam oczy w głębokim milczeniu , odnajduje pokój duszy i nieskończona łaskę.
Wtedy wiem, że Bóg mieszka we mnie.
Mieszka w każdym z nas.
           (Michael Jackson - Dancing the Dream)  
     
Kiedy Michael był małym chłopcem tęsknił do magii świat, których rodzina Jacksonów nigdy nie obchodziła ze względu na surowe zasady swojej religii. Michael był zawsze smutny z tego powodu.
Jego starszy brat Jermaine Jackson ze wzruszeniem opisuje tamte czasy w swojej książce:

Michael stał obok mnie. Miałem osiem lat, on zaledwie cztery.
Była Wigilia Bożego Narodzenia. 
Padał śnieg, co wprawiało nas w zachwyt. Duże płatki gęsto się sypały.
Okolica wyglądała jak po wielkiej bitwie na poduszki.
Na domach po przeciwległej stronie ulicy lśniły kolorowe lampki.
Na trawnikach stały figurki Świętego Mikołaja i reniferów z błyszczącymi nosami.
Mrugające lampki oświetlały najpiękniej ubraną choinkę, jaką kiedykolwiek widzieliśmy.

Patrzyliśmy na nią z zazdrością, bo naszego maleńkiego domku na rogu Jackson Street i Dwudziestej Trzeciej Alei nie zdobiły żadne światełka ani pięknie ubrane drzewko.
Był to zresztą jedyny pozbawiony świątecznych akcentów budynek w okolicy.
Jako Świadkowie Jehowy uważaliśmy, że Święta nie wynikają z woli Bożej.
Chodzi w nich wyłącznie o komercję.
W rezultacie patrzyliśmy na 25 grudnia jak na wielki bankiet, na który nikt nas nie zaprosił, ale nie przeszkadzało nam to czerpać przyjemności z tej zakazanej zabawy.

Nasze okno przypominało trochę okno wystawy - z naszego szarego, zimnego świata patrzyliśmy na bogate, tryskające  życiem i lśniące kolorami wnętrze sklepu - życie naszych sąsiadów - i na dzieci, które bawiły się na ulicy nowymi zabawkami, jeździły na rowerach i ciągnęły po śniegu nowe sanki.
Mogliśmy sobie jedynie wyobrażać, jak to jest czuć radość, która przywołuje na twarz tak promienne uśmiechy.

Michael i ja bawiliśmy się przy oknie we własna grę.
Każdy z nas wybierał jeden z płatków śniegu widocznych w smudze światła latarni, po czym śledził jego lot.
Tamtej nocy dostrzegliśmy i pewnie policzyliśmy setki płatków zanim pogrążyliśmy się w milczeniu.

Michael wyglądał na zasmuconego. Nagle zaczął śpiewać...
        Dzwonku dzwoń, dzwonku dzwoń, cała drogę dzwoń,
        Jak wesoło mknąć wokoło i słuchać dzwonków sań.

Po raz pierwszy usłyszałem wtedy jak śpiewa.
W moich uszach jego głos brzmiał jak anielskie pienie.
Nucił cicho, aby matka nas nie słyszała.
Podjąłem piosenkę. Razem zaśpiewaliśmy jeszcze kilka wersów Cichej nocy 
i Małego Dobosza:



Czuliśmy się jak dwaj kolędnicy stojący u progu własnej pustelni.
Śpiewaliśmy prosto z serca proste piosenki znane ze szkoły.
Nie mieliśmy pojęcia jeszcze wtedy, że wkrótce nasz los zwiąże się na stałe z muzyką.

Twarz śpiewającego Michaela promieniała radością.
Udało nam się skraść nieco magii świąt. Rozpierało nas  szczęście świątecznej nocy.
Niestety bardzo krótko, bo przypomnieliśmy sobie,że udajemy.
Nie obchodzimy przecież Świąt Bożego Narodzenia i nasz następny ranek będzie dokładnie taki sam jak inne.

Później wiele razy słyszałem w mediach, że Michael nie lubi Świąt ze względu na rodzinne tradycje.
To nieprawda!
I to już od chwili gdy jako czterolatek oznajmił mi z powagą patrząc na dom naszych sąsiadów:

Kiedy dorosnę, sprawie sobie mnóstwo takich lampek!
Codziennie będę obchodził Boże Narodzenie!
                                                                        (Jermaine Jackson -  Nie jesteś sam )

Michael spełnił swoje marzenie z dzieciństwa.
Neverland przez cały rok mienił się blaskiem tysięcy światełek, a od pamiętnego 1993 roku Boże Narodzenie zawitało tam na stałe.




Od 1997 roku kolejno na świat przychodziły dzieci: Prince, Paris -1998 i Blanket - 2002.
Święta nabrały dla Michaela jeszcze większego znaczenia.
Starał się, aby Neverland tętnił życiem. Zapraszał przyjaciół, kuzynów i bratanków.
Był to czas wspólnego świętowania, radości, choinki i wspaniałych prezentów.





Michael tłumaczył swoim dzieciom czym są święta.
Wypytywał czego pragną i kim chciałyby zostać w przyszłości.
Kiedy były wystarczająco duże, aby zaopiekować się psem obdarował je na Święta labradorką, która wabi się Kenya
Pozostaje do dzisiaj wiernym towarzyszem, szczególnie bliskim gdy zabrakło ich taty.


Ostatnie wspólne święta 2008 roku spędzili w Beverly Hills w rezydencji 100 North Carolwood Dr, Los Angeles CA.
Michael, aby zrobić przyjemność dzieciakom zaprosił aktorkę, Carrie Fisher - księżniczkę Leilę z uwielbianych przez siebie Gwiezdnych wojen, którą dobrze znał przez jej macochę, Elizabeth Taylor.
Carrie wspomina ten czas w swojej książce jako uroczy, zabawny i pełen rodzinnego ciepła.


Michael Jackson odszedł cztery lata temu, ale wierni fani nie zapominają.
Forest Lawn podczas rocznic i świąt tonie w kwiatach, a tysiące kartek z całego świata wyrażają pamięć i tęsknotę, że nie ma go już wśród nas.
Przed Mauzoleum Holly Terace stoi przepiękna choinka, prawdziwa szopka z Dzieciątkiem, Postaci Biblijne, zwierzęta, prezenty, zabawki przecudnej urody, są bohaterowie bajek i ulubionych kreskówek, Mikołaje, Anioły...ach!... zobaczcie zresztą sami....:)























Kartka od polskich fanów przebyła Ocean,
aby jak co roku, wśród tysięcy innych,
znaleźć się wraz z kwiatami obok Michaela:
Forum MJ Translate
oraz
MJTL


zdjęcia z FB  Sandy Lee Scott

https://www.facebook.com/media/set/?set=oa.399289996869343&type=1
Thank You Sandy L.O.V.E.


--------------------------------------------------------------------------

1 komentarz:

  1. Często wracam do fragmentu, który przytoczyłaś z książki Jarmaina. Podoba mi się podejścia Michaela do Boga. Dziękuję Michaelinko i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń