MOJE BLOGOWANIE

NIE TYLKO O MICHAELU...
...Jeśli przychodzisz na świat, wiedząc, że jesteś kochany i opuszczasz go z tą samą świadomością, wszystko z czym w międzyczasie przyszło ci się zmierzyć - jest do pokonania. (Michael Jackson- Oxford 2001)

Ten blog nie mógłby powstać, gdyby nie miłość i zaangażowanie rzeszy fanów, którzy tłumaczą teksty o Michaelu Jacksonie na licznych portalach, poświęconych Królowi Popu.
Szczególne wyrazy uznania kieruję do zespołu tłumaczy: Ola, Anialim, Kora, Bea, Kato, Agnieszka, Butterfly26, Felicia M, Phi, Speed Demon, Tiffani, Ioretta, Marta, Nat, Bettima, Marta, Nat.
Specjalne podziękowania dla oddanych Fanek z Internetowej Bazy Tłumaczeń MJTranslate, oraz michaeljacksontruelove.
Gdyby nie WY, moja wiedza na temat Michaela byłaby niepełna i znacznie ograniczona.
Wszystkie zdjęcia oraz materiały filmowe znalezione i udostępnione z sieci.

Translate

wtorek, 25 października 2011

Proces...naruszenie bez skrupułów!-anestezjolog, dokończenie zeznań (cz.12)

 Szczęśliwa era BAD

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Zeznania kontynuuje Dr. Steven Shafer-anestezjolog:

Prokurator Walgren podkreśla wysokie kwalifikacje medyczne dr.Shafera.
Pokazuje pismo, którego świadek jest redaktorem naczelnym, oraz wiele naukowych artykułów jego autorstwa.

Dr.Shafer zaznacza, że wszystkie ekspertyzy i badania, związane z tą sprawą, wykonał za darmo, dla dobra publicznego.
Nigdy nie wziął za to pieniędzy, ponieważ uważa, że czerpanie korzyści z ludzkiego nieszczęścia, jest czymś niewłaściwym i nieetycznym.
Biorąc udział w tej sprawie, pragnie przywrócić zaufanie opinii publicznej, dotyczącej dziedziny anestezjologii i lekarzy.
Zeznał, że był codziennie pytany przez swoich pacjentów „Czy daje mi pan ten lek, który zabił Michaela Jacksona?”
Ma nadzieję, że jego wyjaśnienia rozwieją ten niepotrzebny strach i pokażą, że propofol stosowany przez specjalistę jest bezpieczny!! 
Dr.Shafer przyniósł kilka medycznych przedmiotów w celach pokazowych.
Wyjaśnia czym jest infuzja dożylna (IV).



Istnieją dwie drogi podawnia leku - wstrzyknięcie i infuzja, która oznacza powolne skapywanie - potocznie zwana kroplówką.
Propofol jest produkowany w szklanych fiolkach z aluminiową uszczelką i gumowym korkiem na górze.

Aby wydobyć Propofol musimy zrobić to za pomocą igły (strzykawki) lub za pomocą specjalnego szerokiego szpikulca. W przypadku Michaela użyto szpikulca, co wyklucza ewentualny zastrzyk, jaki miałby sobie zrobić on sam.
To nie jest łatwe dla laika. Żeby wydostać propofol, należy lek zastąpić tlenem tak, aby tlen wypierał propofol do strzykawki.
 
Dr Shafer prezentuje materiał filmowy, który przedstawia konieczne warunki do prawidłowej sedacji, nawet przy podaniu tylko 25 mg propofolu
Świadek komentuje i wyjaśnia poszczególne fragmenty filmu. 
Video pokazuje liczny sprzęt medyczny niezbędny do utrzymania drożności dróg oddechowych. 
Lekarz sprawdza sprzęt do administrowania tlenu, aparat ssący. 
Następnym krokiem jest przygotowanie pompy infuzyjnej. 
Anestezjolog nabiera propofol do strzykawki, co nie jest takie łatwe.
Należy powoli wpuszczać powietrze i wiele razy czerpać zanim strzykawka zostanie całkowicie napełniona.
Następnie programuje pompę, podając wagę pacjenta, właściwą nazwę leku, szybkość wlewu i dla całkowitej pewności, sprawdza wprowadzone informacje po raz drugi.
Rozpoczyna się bardzo powolne podawanie propofolu przez pompę, która gwarantuje prawidłowy rytm skapywania leku. 
Anestezjolog obowiązkowo jest blisko pacjenta.
Monitoruje go i dokumentuje na bieżąco poszczególne czynności.
Jest to obowiązkiem lekarza wobec pacjenta i jego rodziny, która w wypadku, gdyby zabieg zakończył się tragicznie, ma prawo wiedzieć, co działo się w jego trakcie i co mogło wywołać taki skutek.

W drugiej części filmu sędziowie przysięgli zobaczyli ewentualne komplikacje oraz działania w celu przywrócenia funkcji życiowych pacjenta.

1. Spada ciśnienie krwi. 

Świadek wyjaśnia, że dzieje się tak bardzo często. Dla lekarzy to niemal codzienność. 
Propofol obniża ciśnienie krwi, zwłaszcza, jeżeli pacjent jest odwodniony.
Wtedy podaje się efedrynę i ciśnienie wraca do normalnego poziomu. 

2. Sprzęt monitorujący wskazuje brak nasycenia dwutlenkiem węgla. 

Oznacza to, że drogi oddechowe są zatkane. Natychmiast odchyla się głowę i rozchyla szczękę. Świadek przyznaje, że dochodzi do tego równie często. Zazwyczaj w tej sytuacji język blokuje drogi oddechowe, a w podany wyżej sposób można go przesunąć na właściwe miejsce.

3. Bezdech - pacjent nie oddycha. 

Należy wtedy robić to za niego i wtłaczać powietrze do płuc.

4. Zachłyśnięcie. 

W takiej sytuacji należy odwrócić pacjenta na bok i przed kolejnym oddechem za pomocą ssaka oczyścić jamę ustną.

5. Zatrzymanie akcji serca. 

Serce przestaje bić, a pacjent nie oddycha. 
Pierwszą i podstawową rzeczą jest wezwanie pomocy. 
Jedna osoba przeprowadza CPR, druga wentyluje pacjenta, a trzecia podaje leki resuscytacyjne. 
Wszystko to po to, by utrzymać pacjenta przy życiu przez czas wystarczający na zlikwidowanie przyczyny zatrzymania akcji serca. 
Wysiłki te kontynuowane są do czasu ożywienia pacjenta, albo do ogłoszenia jego zgonu. 
Świadek podkreśla, jak istotnym i niezbędnym obowiązkiem anestezjologa jest wywiad z pacjentem oraz przeprowadzenie badania fizykalnego - sprawdza się drogi oddechowe, słucha płuc i serca. 
Badanie przeprowadza się przed każdym zabiegiem i w przypadku każdego pacjenta - bez wyjątku! 


Konkludując dr.Shafer stwierdza, że Murray dopuścił się rażącego naruszenia podstawowych zasad sztuki lekarskiej i tzw naruszenia bez skrupułów (Unconscionable violation -wykroczenie poza standard opieki), co nie ma prawa przydarzyć się kompetentnemu lekarzowi. 
Takie naruszenie samo w sobie miało katastrofalne skutki dla pacjenta!
Jest to naruszenie etyczne, moralne i medyczne!


Dr.Shaffer zidentyfikował w przypadku CM aż 17 rażących naruszeń!!!


Gdyby CM opuścił Michaela tylko na 2 minuty ( jak sam zeznał policji) i natychmiast wezwał sanitariuszy, MJ mógłby z tego wyjść, niestety z uszkodzeniem mózgu.
Gdyby CM zdał sobie sprawę, że MJ ma problem z oddychaniem w ciągu 2 minut i posiadałby sprzęt do wentylacji dróg oddechowych, Michael żyłby i nie doznałby żadnych obrażeń!
Resuscytacja byłaby łatwa.
Należało zaprzestać podawania propofolu i umożliwić Michaelowi oddychanie!
Powszechnym jest, że pacjenci przestają oddychać w czasie znieczulenia.
Wszystko co Murray potrzebował zrobić, to unieść jego podbródek i dotlenić go!
Jednak do tego trzeba było być z pacjentem i monitorować jego parametry życiowe na odpowiednim sprzęcie medycznym, niezbędnym w takiej sytuacji.
Rażącym naruszeniem były błędy w relacji lekarz - pacjent!
Lekarz zawsze stawia dobro pacjenta na pierwszym miejscu, co nie oznacza robienie wszystkiego, o co poprosi pacjent, ale robienie tego, co jest najlepsze dla pacjenta!
Jeśli pacjent prosi o coś nierozsądnego lub niebezpiecznego, lekarz powinien kategorycznie odmówić!
Murray całkowicie porzucił medyczny osąd.
Kiedy Michael po raz pierwszy poprosił o propofol, jego lekarz miał zaproponować leczenie u stosownego specjalisty, zajmującego się problemami snu.
Brak pisemnej zgody pacjenta na stosowanie propofolu, rażącym zaniedbaniem bez skrupułów!
Świadoma zgoda wymagałaby poinformowania, że ten lek nie jest używany w leczeniu bezsenności, wyjaśnieniu ryzyka śmierci i zaproponowanie alternatywnych metod leczenia.
Michaelowi odmówiono prawa do podjęcia świadomej decyzji w tej sprawie - kosztowało go to życie.
Poważnym naruszeniem jest także podawanie wielu leków naraz!
Midazolam i lorazepam są podobne w swojej strukturze i działaniu.
Dr.Shafer uważa, że CM nie znał leków, które stosował!


OMG!! czego nie dotknął się doktor (za przeproszeniem) Murray, WSZYSTKO spieprzył !)


Prokurator Walgren drąży temat propofolu  i przedstawia biegłemu świadkowi opinię doktora White’a, powołanego na świadka obrony. Dr White zeznał, że MJ mógł zażyć doustnie propofol.


Dr Shafer nie zgadza się z tą opinią, ponieważ podany doustnie anestetyk dotarłby do żołądka, potem do krwi, która z kolei dostałaby się do wątroby i dopiero po jej opuszczeniu wróciłby do naczyń krwionośnych, w wyniku czego 99% leku zostałoby wydalone.
Doustne podanie leku nie może mieć jakiegokolwiek wpływu na pacjenta! 
Dr Shafer zeznał, że prawdopodobieństwo, iż Michael zmarł w wyniku jego doustnego zażycia jest zerowe!
Kolejny scenariusz obrony lekarza, zakładający samodzielne wykonanie zastrzyku przez MJ jest również nierealny! 
Wybudzony Michael, naszpikowany wcześniej propofolem i mieszanką benzodiazepinów, byłby mniej więcej w takim stanie jak na nagraniu Murraya z 10 maja 2009r, co zdecydowanie wyklucza powyższą tezę.
Zastrzyk wymagałby niełatwego wydobycia leku z fiolki i wstrzyknięcia go sobie przez port kroplówki, na co potrzeba czasu i skoordynowanych ruchów, a według CM opuścił sypialnię tylko na 2 minuty!
Zgodnie z tym, co sam zeznał policjantom, Michael miał słabe żyły, zatem samodzielnie wykonywane iniekcje są mało prawdopodobne, a bez lidokainy niesamowicie bolesne.
Poziom propofolu w organizmie Michaela wskazywał na wielokrotność ewentualnych zastrzyków.
To niemożliwe biorąc po uwagę czas (2 minuty nieobecności Murray'a) oraz stan stan pacjenta, znajdującego się pod wpływem anestetyków.

Nawet gdyby zdarzył się cud, a Michael obudziłby się i zdjął gumowy zacisk, odpowiedzialność za całokształt spoczywa na lekarzu, którego nie było na miejscu i który doprowadził do takiej sytuacji. 
To drastyczne naruszenie standardów i niedopełnienie obowiązków! 
Prokurator pyta, czy CM bezpośrednio spowodował śmierć Michaela, nawet gdyby on jakimś cudem sam wstrzyknął sobie lub zażył propofol/lorazepam? 
Dr.Shafer odpowiada: TAK, ponieważ TO ON KUPIŁ propofol, ZOSTAWIŁ pacjenta oraz leki w jego zasięgu i ZAŁOŻYŁ dojście kroplówki.
Ponadto świadek zeznaje, że Michaelowi podano więcej lorazepamu niż przyznał to jego lekarz.
Następnie udowadnia, że Michael nie połknął lorazepamu przez przynajmniej 4 godziny przed śmiercią, zatem hipotetyczny scenariusz obrony, według którego MJ miał około 10:00 zażyć lorazepam jest  również NIEREALNY! 


Dr.Shafer stwierdza, że Conrad Murray jest odpowiedzialny za każdą kroplę propofolu oraz za każdą ilość lorazepamu, które znalazły się w organizmie Michaela Jacksona !!!


Wczoraj 24.10. w ekspresowym(?) tempie przesłuchano już kilku świadków obrony Conrada Murraya i wydarzyła się ciekawa sytuacja. 
Pierwsza trójka to policjantka i dwóch detektywów policji.
Pytania dotyczyły czynności, jakie wykonywali podczas śledztwa.
Ich zeznania niczego istotnego nie wniosły do sprawy.


Następni to lekarz i pielęgniarka, którzy udzielali standardowej opieki Michaelowi oraz jego dzieciom w ramach praktyki rodzinnej, podczas zwykłych infekcji wirusowych, grypy itp.


Świadek dr.Allan Metzger
Świadek Cherilyn Lee-dyplomowana pielęgniarka


Dwójka tych świadków zeznała, że Michael skarżył się na problemy ze snem, kręgosłupem, zmęczenie i niepokój przed zbliżającymi się koncertami w Londynie.
Obawiał się czy osłabiony brakiem wypoczynku organizm wytrzyma tak wielki wysiłek.
Szukał pomocy. Chciał się leczyć! Chciał żyć! Miał wielkie plany.
Obiecywał stosować się do wszystkich zaleceń, by wyjść z bezsenności rujnującej siły, niezbędne do realizacji nadchodzących projektów.
Był podekscytowany i szczęśliwy, jednak zdawał sobie sprawę, że potrzebuje lepszej opieki medycznej.
W przypadku lekarza nigdy nie wspomniał o propofolu, natomiast pielęgniarka przyznała, że rozmawiali na ten temat podczas wizyt domowych w jego domu.
Interesował się tym środkiem twierdząc, że to jedyny skuteczny sposób na zaśnięcie w jego przypadku.
Nie wymieniając nazwiska wyjawił, że wiedzę o tym leku powziął od lekarza, który zapewniał, że jest bezpieczny pod warunkiem stosowania monitoringu pacjenta. 
Zarówno lekarz jak pielęgniarka zeznali, że Michael nigdy nie prosił o zastosowanie tego leku.
Gdyby taka sytuacja miała miejsce, odmówiliby kategorycznie i oferta najwyższego honorarium nie mogłaby tej decyzji zmienić.
Pielęgniarka zeznała, że uprzedziła Michaela o niebezpieczeństwie stosowania propofolu.
Podczas zeznań nie udało się jej ukryć wzruszenia. Na początku była tak zdenerwowana, że poczuła się słabo i sędzia musiał zarządzić przerwę.


Michael ogólnie sprawiał wrażenie zdrowego, kochającego człowieka-zaznaje pielęgniarka CHL


W przeciwieństwie do osobistego lekarza Michaela, oboje medycy posiadali pełen komplet dokumentacji leczenia zarówno Michaela jak i jego dzieci.


Interesująca sytuacja!
Świadkowie obrony nie dość, że nie wnieśli niczego nowego do sprawy to jeszcze pogrążyli Murray'a, bowiem w przeciwieństwie do niego, w swojej praktyce kierowali się wiedzą, doświadczeniem, etyką i człowieczeństwem, wobec wyraźnie zagubionego pacjenta.
Wykonywali swoją pracę odpowiedzialnie i zgodnie z obowiązującymi standardami sztuki lekarskiej.


Przed nami dalszy ciąg procesu. Kolej na następnych świadków obrony.
Być może już dzisiaj będzie zeznawać Karen Faye - wieloletnia (1984r) makijażystka i przyjaciółka Michaela.




Nigdy go nie zdradziła i nie sprzedała tabloidom, dlatego nie obawiam się jej zeznań.
Problem tkwi w tym, że obrona świadoma 30 letniej współpracy i przyjaźni tych dwojga, będzie do bólu drążyć prywatność Michaela, aby znaleźć uzasadnienie dla tezy, że był desperatem, dążącym do samounicestwienia.
Co to ma do rzeczy?..nie wiem! 
Murray bezdyskusyjnie postąpił wbrew prawu stosując propofol w domu pacjenta
O karygodnych zaniedbaniach z tym związanych zostało już powiedziane wszystko! 
Współczuję Karen. 
Niepokoję się czy powstrzyma emocje, uczucia wobec presji i determinacji obrony oskarżonego.


Strach się bać.. 
W celu uzyskania najmniejszego wymiaru kary prawnicy Murra'ya zrobią wszystko, aby zrzucić przynajmniej część odpowiedzialności na Michaela, nie bacząc kto jest oskarżonym, a kto ofiarą.
Nie ma wątpliwości, że zechcą zdyskredytować MJ, przedstawiając go sędziom przysięgłym jako uzależnionego desperata i lekomana, wywierającego nacisk na swego biednego lekarza.
Gdyby ktoś zapomniał, przypominam, że za swoje usługi pan doktor początkowo zażądał 5 milionów  dolarów rocznego kontraktu, w ostateczności godząc się na  150,000 miesięcznie.


     ..................................................................CDN 

źródlo: MJPT  tłumaczenie:anialim
http://mjloveanddreams.jun.pl/
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

5 komentarzy:

  1. brak słów...wina Murray'a jest ewidentna..Dziękuję Michaelino za tę relację...Aga.

    OdpowiedzUsuń
  2. Michaelino, z przyjemnością czyta się Twój blog - wyważony, nienapastliwy. Zwróciłam uwagę na fragment, w którym stwierdzasz, że dr Murray stosował, wbrew prawu, propofol w warunkach domowych. Obawiam się, że nie masz racji. Z tego, co wiem, nie jest to w USA prawnie zakazane. Zwróć uwagę na fakt, że żaden z ekspertów nie sformułował takiego konkretnie zarzutu. Mówili natomiast o tym, że stosowanie tego anestetyku wymaga spełnienia wielu warunków, raczej trudnych do zrealizowania w domu (obecność anestezjologa, specjalistyczny sprzęt monitorujący itp.). Tych standardów lekarz nie przestrzegał, naruszył je wielokrotnie rażąco, dlatego wysiłki obrony spalą pewnie na panewce. Nie pomogą mu zapewne dosyć kontrowersyjne opinie dr White'a, bo Murray po to był w Carolwood, aby czuwać nad swoim pacjentem i pomagać mu zgodnie ze sztuką lekarską i przysięgą Hipokratesa. Swoje obowiązki potraktował, delikatnie mówiąc, z niebywałą nonszalancją. Swoją drogą śmieszą mnie próby obrońców, którzy chcieli wyciągać na światło dzienne prywatne i osobiste sprawy Michaela (np. finanse), a nie wzięli pod uwagę tego, że gdyby sędzia do tego dopuścił, to i o ich kliencie wiele by można powiedzieć niepochlebnych słów - nie jest bynajmniej postacią kryształową, zarówno pod względem zawodowym, jak i moralnym. Wszyscy, którym Michael był bliski, czekają na koniec procesu i orzeczenie ławy przysięgłych. Jeżeli dr Murray zostanie uznany winnym i skazany, będzie również pozbawiony prawa wykonywania zawodu. Biorąc pod uwagę jego "umiejętności", będzie to z pożytkiem dla niedoszłych potencjalnych pacjentów.
    Pozdrawiam Cię serdecznie.
    Mija

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję Mija za rzeczowy i życzliwy komentarz:)
    Nie pomyślałam o tym,iż może istotnie nie ma stosownego prawnego przepisu ZABRANIAJĄCEGO stosowania propofolu W DOMU.
    To wydaje się oczywiste ze względu na ryzyko zatrzymania oddechu u pacjenta podczas sedacji, ale być może nie ma formalnego zakazu, gdyż tylko ktoś tak głupi i nieodpowiedzialny jak Murray odważyłby się na podobną praktykę w domowych warunkach.
    Po za tym nie posiadał wymaganych uprawnień do podawania propofolu w ogóle.
    Dla mnie meritum polega właśnie na tym,że Murray stosował ten lek w domu, bez żadnego uzasadnienia medycznego,w warunkach urągających podstawowym zasadom bezpieczeństwa!
    A teraz sprawa wygląda tak,jakby to Michael był oskarżonym...odmawia mu się prawa do szacunku i intymnośći w chwili śmierci, kiedy największym złoczyńcom tego świata zasłania się twarz przed telewizyjną gawiedzią...(Kadafi)
    Roztrząsa się jego prywatność na oczach ciekawskiego świata!
    Maksymalny wyrok dla tego lekarzyny to 4 lata, o ile taka kara będzie mu wymierzona... nie warte to wszystko pamięci i spokoju Michaela, cierpienia jego bliskich, przyjaciół i fanów.
    Maszynka medialna znowu ruszyła, pisząc bzdury, przekręcając procesowe fakty.
    W tym wszystkim jak zwykle,najbardziej pokrzywdzony jest Michael:(
    Pozdrawiam i zapraszam na bloga.
    Kiedy zakończy się proces, będę kontynuowała opowieść o Michaelu, jego życiu i muzyce:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Michaelino,
    rozumiem, że Ty i wiele innych osób szczerze oddanych Michaelowi, było poruszonych opublikowaniem Jego pośmiertnych zdjęć. Może to zabrzmi dziwnie, ale ja... nie. W ostatnich latach wizerunek Michaela, kreowany przez media i złośliwych fotoreporterów był, delikatnie mówiąc, niekorzystny. Większość publikowanych fotografii była poniżej wszelkiej krytyki. Uważam, że te pośmiertne zdjęcia dowodzą, że MJ był atrakcyjnym, pięknie zbudowanym mężczyzną, nie zaś wrakiem człowieka, o czym z upodobaniem donosiły plotkarskie pisemka. To dobre posunięcie prokuratora, aby ława przysięgłych zobaczyła, jak naprawdę wyglądał. Fakt, że proces jest transmitowany "na żywo" sprawił, iż zdjęcia te obejrzał cały świat. Z pewnością wiesz, że w wielu kulturach panuje obyczaj wystawiania zwłok na widok publiczny przed pochówkiem i nikogo to nie szokuje. Mnie nie uraził ten fakt. Nie bez powodu mówi się o "majestacie śmierci"...
    Nie pomyśl sobie czasem, że jestem niedowarzoną i niezrównoważoną małolatą, która nie wie, co pisze. Wręcz przeciwnie. Rosłam razem z Michaelem, obserwując, jak pięknie rozkwita Jego kariera. Kibicowałam jego artystycznym dokonaniom przez ponad trzydzieści lat. Podziwiałam jego kunszt taneczny i niezwykłą sceniczną charyzmę. W ostatnich latach pochowałam najdroższe mi osoby - rodziców, córkę. Dołączyłam Michaela do grona najbliższych, którym zapalam lampkę kilka razy w roku, nie tylko 1 listopada.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Mija

    OdpowiedzUsuń
  5. Mija,
    W sprawie przeżywania majestatu śmierci,sedno tkwi w tym o czym piszesz,tyle,że w przypadku Michaela wielu owych aspektów zabrakło.
    Oglądanie zmarłej osoby na stole sekcyjnym,udręczonej zabiegami resuscytacyjnym,..nagiej, musi być niewyobrażalnie tragicznym przeżyciem dla bliskich.
    Co innego decydować świadomie, co innego być zaskoczonym na sali sadowej.
    Najistotniejszy problem tkwi w tym,że Michael został potraktowany przez sąd bezprzedmiotowo i bezdusznie.
    Nie jest oskarżonym.Jest ofiarą,tym samym podwójnie pokrzywdzoną.
    Dla większości stanowi tylko obiekt bezdusznego zainteresowania.
    Z tego powodu uważam,że widok zmarłego Michaela nie powinien być ujawniony publicznie i żadne procedury sadowe tego nie usprawiedliwiają.
    Nie zapominajmy,że on sam za życia niesłychanie dbał o wizerunek i swoją prywatność.
    Ukrywał vitiligo,chociaż znacznie prościej było ujawnić chorobę, dementując idiotyczne plotki oraz insynuacje o wybielaniu skóry.
    Michael był niesmialy i cierpiał na wiele kompleksów,związanych z własnym wyglądem.
    Dobrze,że nie wie co go spotkało po śmierci.
    Śmierć można celebrować, pod warunkiem,że dzieje się to pięknie i z uczuciem,a nade wszystko przy domniemanej zgodzie osoby zmarłej.
    Mija,ujawnienie tych zdjęć nie miało nic wspólnego z szacunkiem dla majestatu śmierci..z szacunkiem dla Michaela..z szacunkiem do człowieka w ogóle.
    Sama wspominasz,iż teraz ludzie nareszcie zobaczyli,że Michael nie był wrakiem człowieka,że był przystojnym mężczyzną,czyli(?) -ich ciekawość została zaspokojona.
    Widać ślady vitiligo.
    więc jednak się nie wybielał?....ehh!... biedny Michael.
    Po śmierci nadal łakomym obiektem zainteresowania bardziej niż za życia:((

    Muszę przyznać,że nieco mniej krytycznie odnoszę się do zdjęcia na łóżku szpitalnym (1sza pośmiertna fotografia).
    Michael wygląda jak gdyby spał.
    Jest ubrany(?)lub częściowo przykryty.
    Ten obraz budzi we mnie wzruszenie,natomiast zdjęcie z prosektorium rozpacz,złość i bezsilność.
    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za komentarz.

    Bardzo mi przykro,z powodu przeżyć,związanych z utratą najbliższych Ci osób - współczuję z całego serca:(

    OdpowiedzUsuń