MOJE BLOGOWANIE

NIE TYLKO O MICHAELU...
...Jeśli przychodzisz na świat, wiedząc, że jesteś kochany i opuszczasz go z tą samą świadomością, wszystko z czym w międzyczasie przyszło ci się zmierzyć - jest do pokonania. (Michael Jackson- Oxford 2001)

Ten blog nie mógłby powstać, gdyby nie miłość i zaangażowanie rzeszy fanów, którzy tłumaczą teksty o Michaelu Jacksonie na licznych portalach, poświęconych Królowi Popu.
Szczególne wyrazy uznania kieruję do zespołu tłumaczy: Ola, Anialim, Kora, Bea, Kato, Agnieszka, Butterfly26, Felicia M, Phi, Speed Demon, Tiffani, Ioretta, Marta, Nat, Bettima, Marta, Nat.
Specjalne podziękowania dla oddanych Fanek z Internetowej Bazy Tłumaczeń MJTranslate, oraz michaeljacksontruelove.
Gdyby nie WY, moja wiedza na temat Michaela byłaby niepełna i znacznie ograniczona.
Wszystkie zdjęcia oraz materiały filmowe znalezione i udostępnione z sieci.

Translate

wtorek, 22 stycznia 2013

Lisa i Michael rozstanie, cz.2



Skoro było tak pięknie dlaczego tak szybko się skończyło?


19 stycznia 1996 r. Lisa Marie Presley złożyła pozew rozwodowy, który został sfinalizowany w październiku.
Jej decyzję łatwiej zrozumieć jeśli dodam, że 14 listopada tego samego roku, podczas trasy HIStory Tour w Sydney - Australia, Michael niespodziewanie poślubił Deborah Rowe, długoletnią przyjaciółkę i pielęgniarkę z kliniki dermatologicznej doktora Arnolda Kleina, który leczył jego Lupus i witiligo.



Kilkanaście tygodni wcześniej nieoczekiwanie wyszło na jaw, że Debbie spodziewa się dziecka, co więcej nie była to pierwsza ciąża,
Była lepiej strzeżona niż obecna, tym bardziej, że w lutym 1996 r. po trzech miesiącach nastąpiło poronienie. Zatem pierwsze dziecko Michaela zostało poczęte w grudniu 1995 r. podczas małżeństwa z Lisą, która w pozwie rozwodowym określiła datę separacji 10 grudnia 1995 r.
Kryzys trwał od września i para prawie się nie widywała, ale widać Michael, który bardzo pragnął zostać ojcem nie tracił czasu.


Mimo cichych dni i nieporozumień Lisa przyleciała z Los Angeles do Nowego Yorku na wieść o zapaści męża, jakiej doznał w trakcie wielogodzinnych prób do programu TV HBO w Beacon Theatre.
Wydaje się, że decyzje o rozwodzie podjęła dokładnie po burzliwej rozmowie z Michaelem w nowojorskiej klinice podczas jego nagłej hospitalizacji.


Utrata przytomności, odwodnienie, infekcja wirusowa, a nawet zagrożenie życia tak brzmiał komunikat lekarzy.
Nieoficjalnie mówiło się, że wyczerpany próbami Michael mógł mieć atak paniki w związku z narastającymi komplikacjami natury osobistej.
Hmmm..... trudno się dziwić.
Nie cierpiał konfliktów.
Wolał ich unikać niż je rozwiązywać, a w tym przypadku sytuacja rozwijała się dynamicznie ze wszystkimi  konsekwencjami, tak wiec ich małżeństwo dobiegało końca.
Najprawdopodobniej jeszcze wtedy Lisa nie była świadoma ciąży Debbie, a pretensje do Michaela dotyczyły raczej całokształtu związku, w którym  pomimo uczucia jakie ich ciągle łączyło, od pewnego czasu nie potrafili się porozumieć w wielu kluczowych kwestiach.

W wywiadzie dla Oprah Winfrey w 2010 roku, a więc już po śmierci Michaela Lisa tłumaczy ich skomplikowane relacje małżeńskie, bynajmniej nie zrzucając wcale winy na Michaela.
Bolesna przeszłość głęboko tkwi w jej pamięci.
Z perspektywy dojrzałej kobiety docenia wartość i siłę uczucia jakie ich niegdyś łączyło.
Walcząc o pozycję w związku doprowadzili do rozstania, którego oboje nie chcieli.
Lisa długo żałowała pochopnej decyzji, płacąc za nią wysoką cenę (depresja, rzekoma próba samobójcza , w końcu następne nieudane małżeństwo z Nicolasem Cage) .
Nie potrafiła odnaleźć się w życiu bez Michaela.
Wydawało się wtedy, że miłość i przyjaźń legła w gruzach bezpowrotnie.
Po latach jednak okazało się, iż Lisa była jedyną kobietą do której Michael potrafił zbliżyć się tak bardzo, że pozostała w jego sercu aż do końca... z wzajemnością.
Zrozumiała to dopiero kiedy umarł.
Pomimo rozstania, ślubu Michaela z Debbie, narodzin Prince i Paris para byłych małżonków utrzymywała czułe kontakty przez kolejne 4 lata.
Randkowali ,wspólnie podróżowali po świecie. Lisa zabierała ze sobą dzieci.
Kiedy Michael został ojcem również nie rozstawał się z synkiem, który towarzyszył mu w trasie History Tour, otoczony troskliwą opieką taty i wykwalifikowanego personelu (niańki, pielęgniarki).




Rzadko odwiedzała ich Debbie, która prędko zaszła w drugą ciąże i osiadła na stałe w Los Angeles.
Trzeba przyznać, że sytuacja była dość dziwna, tym bardziej, że byli małżonkowie znajdowali się pod stałym obstrzałem paparazzi







  

Ostatni raz rozmawiali przez telefon w 2005 roku.
Na pytanie czy jeszcze go kocha zaprzeczyła, czym doprowadziła Michaela do łez.
Podczas rozmowy z Oprah trapiona wyrzutami sumienia żałuje tamtych słów.

LMP: 
Byłam rozdarta, bo rozbiłam moją rodzinę. Porzuciłam mojego męża dla Michaela. To był trudny czas, próbowałam sobie z tym poradzić.


Lisa Marie miała dwadzieścia lat, kiedy poślubiła swojego pierwszego męża, muzyka Danny'ego Keough'a. Mają dwoje dzieci, Riley i Bena. Po pięciu latach Lisa Marie rozwiodła się z Dannym. Dwadzieścia dni później wyszła ponownie za mąż za Michaela Jacksona.

LMP:
Kiedy byłam z Michaelem, wciąż próbowałam sobie poradzić z tym co zrobiłam. Nigdy nie czułam się z tym dobrze. Jak mogłam zrobić to komuś, od kogo mam dwoje malutkich dzieci. Danny był ciągle ważną częścią mojego życia. Michael czasami nie wiedział, co z tym robić. To sprawiało, że czuł się nieswojo i rozumiałam to. Michael dziwił się "Dlaczego jesteś na Hawajach z Dannym?". Pojechałam na wakacje i Danny też pojechał. Michael bardzo się zdenerwował "Gdzie jesteś?" i zniknął na parę tygodni, nie mogłam go znaleźć. Niektóre rzeczy powodowały, że stawał się nieprzyjemny, a ja robiłam takie rzeczy, które wywoływały niezadowolenie Michaela, jeśli czuł się niekomfortowo lub czuł się bezbronny, stawał się lodowaty dla ciebie jak maszyna. On odpychał cię i mroził ciebie. To przypominało czasami obcowanie z rekinem, jeśli w jego mniemaniu robiłeś mu coś złego, albo coś nie tak, wypadałeś. Mieliśmy takie trudne chwile. Jednak z perspektywy czasu, muszę powiedzieć, że on naprawdę bardzo się starał i wiele przeszedł ze mną, wiem to teraz, kiedy patrzę w przeszłość, że on nie miał nigdy tego z żadną inną kobietą czy kimkolwiek, tego co przeszedł ze mną. Mieliśmy gwałtowne burze, walczyliśmy, sprzeczaliśmy się, czasami trzydniowe kłótnie, przerywane na jedzenie i na sen. Muszę powiedzieć, iż szczerze podziwiam to, że on naprawdę bardzo się starał, wiesz, a ja tego wtedy nie doceniałam, żałuję, że nie doceniałam.
O:
Czy on musiał umrzeć, żebyś zrozumiała, że on ciebie kochał?
LMP:
Myślę, że tak, smutne.
O:
Czy to wtedy po raz pierwszy uświadomiłaś sobie i uwierzyłaś, że on naprawdę cię kochał, po jego śmierci?
LMP: 
Myślę, że tak. Szybką odpowiedzią będzie: tak. Kiedy byliśmy razem, byliśmy naprawdę zakochani, później mieliśmy trudne chwile, musiałam podjąć decyzję o odejściu, ponieważ widziałam te lekarstwa i przychodzących lekarzy, to mnie przestraszyło, wróciło do mnie to, co przeszłam z moim ojcem. Wtedy to się skończyło. Wróciliśmy do siebie znowu, spędziliśmy ponad cztery lata po rozwodzie razem, wracając do  siebie i zrywając, rozmawiając o powrocie i rozstaniu. Aż w którymś momencie odepchnęłam to od siebie, bo nie było żadnych widoków na przyszłość, nie poruszałam się do przodu.
O: 
Więc ciągle go kochałaś, nawet kiedy go zostawiłaś?
LMP:
Bardzo mocno. Opuściłam go, żeby stanąć mocno na nogach i iść...Próbowałam stanąć i powiedzieć: chodź ze mną, nie rób tego. To był głupi ruch, bo on nie zrobił tego. Wiesz, on był, on był uparty...Ja byłam uparta, on był uparty. Oboje tacy byliśmy, wiesz...
O: 
Nie podejmuj ryzyka, jeśli nie możesz doprowadzić sprawy do końca.
LMP: 
Prawda. Uczyniłam głupi ruch. I właściwie później, on i ja wciąż byliśmy ze sobą... Ja ciągle latałam z nim po całym świecie, przez lata podążałam za nim.


O: 
Kiedy ostatni raz rozmawiałaś z nim?
LMP: 
Spójna, dobra rozmowa była w 2005 roku. To była bardzo długa rozmowa. Byłam tak oddalona od niego i on to czuł i słyszał. I myślę, że to jedna z rzeczy, które mnie dobiły w końcowym rozrachunku, że tak  bardzo się zdystansowałam, a on sprawdzał mnie, próbował przełamać barierę, dowiedzieć się, czy są we mnie jakieś uczucia do niego, a ja nie chciałam. Emocjonalnie byłam całkowicie zamknięta w tym momencie.  Nie wiem nawet, co mną kierowało, żeby taką być, ale byłam. On pytał mnie, chciał mi powiedzieć, że miałam rację co do wielu ludzi, którzy go otaczali, że wszystko to, o czym rozmawialiśmy lata temu okazało się prawdą. Zapytał, czy nadal go kocham, przez chwilę o tym rozmawialiśmy i ja powiedziałam mu, że jest mi obojętny, nie spodobało mu się to słowo i rozpłakał się. Próbował dowiedzieć się, gdzie byłam i jak mogłam być taka obojętna. Na końcu naszej rozmowy powiedział mi, że czuł, iż ktoś próbuje go zabić, żeby zdobyć jego katalog i jego majątek. Naprawdę nie wiedziałam, co z tym zrobić.

W dalszym ciągu wywiadu dziennikarka nie powstrzymuje się przed pytaniem o molestowanie.
To bardzo wymowny fragment.
W trakcie małżeństwa z Michaelem Lisa musiała w kółko odpowiadać na takie pytania.
Czy go kocha? Dlaczego go poślubiła? Czy uprawiają seks?
Było to obrzydliwe i upokarzające dla obojga.
Michael zmagał się z nachalnością mediów przez całe życie.


Najpierw odmawiał odpowiedzi.
W miarę upływu czasu unikał mediów i nie zgadzał się na wywiady, w związku z czym tworzono historie na potrzeby gawiedzi, które dobrze się sprzedawały.
Ilość tych śmieci była tak ogromna, iż walka w sądach zdominowałaby całe życie Michaela, chociaż zdarzały się pozwy przeciwko mediom.
Wygrane, ale to nie odnosiło żadnych skutków, ponieważ popyt na plotkę i sensację o Michaelu Jacksonie znacznie przewyższał podaż.

O: 
Wiesz, pytałam już ciebie o to, ale muszę zapytać jeszcze raz, chociaż wiem, że to nieprzyjemny temat, ale - kiedy byłaś pierwszy raz w moim programie, pamiętam, że pytałam ciebie o to - czy widziałaś kiedykolwiek jakieś niestosowne zachowanie Michaela w stosunku do dzieci?
LMP:
Znowu mnie o to pytasz?
O: 
Pytam cię ponownie.
LMP: 
Odpowiedź brzmi: absolutnie nie, w żadnym wypadku. Nigdy nie widziałam czegoś takiego.
O: 
W 2005 roku był proces, wtedy został oskarżony po raz drugi. Co wtedy czułaś? Czy on kiedykolwiek rozmawiał z tobą o tym?
LMP:
 Zadzwonił do mnie w związku z tym, a ja powiedziałam "Proszę, zachowaj jasność umysłu, proszę. Jeśli dojdzie do procesu, proszę, trzymaj się". On powiedział "O czym ty mówisz, co masz na myśli?" Powiedział "Masz na myśli leki?" Odpowiedziałam "Tak". Ponieważ to wszystko, co widziałam - wiesz, na przestrzeni kilku lat pojawiały się różne rzeczy, czy to wywiad z Martinem Bashirem, czy inne wywiady i w każdym z nich widziałam go odurzonego. W wywiadzie Martina Bashira nie widziałam tego Michaela, którego ja znałam. Wiedziałam, że on był pod wpływem środków odurzających, widziałam to.....

Zgadzam się z Lisą, podobnie było u Bradley'a, ale w tamtej okropnej sytuacji Michael miał wybór : leki, lub strzelić sobie w głowę!
Niewiarygodna nagonka mediów, wpadka z małym  Blanketem w Berlinie, kolejne oskarżenie,  nalot na Neverland, aresztowanie.

O: 
Naprawdę?
LMP: 
On był albo zbyt pobudzony, albo zbyt wyciszony. To nie był ten Michael, którego znałam.
O: 
Czy pogodziłaś się teraz z jego śmiercią? Wiem, że oglądałaś jego pogrzeb, tak jak my wszyscy oglądaliśmy w telewizji i brałaś udział w prywatnej ceremonii pogrzebowej, co czułaś stojąc przy jego trumnie?
LMP: 
To było... naprawdę, myślę, że kolejne sześć miesięcy leczyłam się z tego. Wiesz, byłam ostatnią osobą stojącą przy nim. To było...
O:
Co masz na myśli - ostatnia osoba stojąca przy nim?
LMP: 
Większość ludzi już wyszła i byłam ostatnią osobą stojącą nad nim. Nie chciałam go opuszczać.



O: 
Kiedy stałaś nad jego trumną - wiem, że nie ma chyba nic bardziej osobistego i prywatnego niż te chwile, kiedy stałaś nad jego trumną - byłaś w stanie pogodzić się z tym?
LMP: 
Nie. Nie mogłam się z tym pogodzić. Myślę, że bardzo chciałam przeprosić. Czułam, że chcę przeprosić.
O: 
Za co?
LMP: 
Za to, że nie było mnie przy nim.....:(

Wstrząsający rachunek sumienia Lisa poczyniła już w pierwszych chwilach od śmierci Michaela na swoim blogu.
W bardzo osobistym wpisie zdecydowała się na poruszające wyznanie...

Wiele lat temu, Michael i ja przeprowadziliśmy głęboką rozmowę o życiu w ogóle.
Nie pamiętam dokładnego tematu, ale możliwe, że wypytywał mnie o okoliczności śmierci mojego ojca.
W pewnym momencie zamilkł, spojrzał na mnie poważnie i powiedział spokojnie, jakby z pewnością: 
"Obawiam się, że skończę tak jak on, w taki sposób jak on."
Próbowałam odwieść go od takich myśli, ale on tylko potrząsnął ramionami i przytaknął, jakby chciał dać mi do zrozumienia, że wie swoje i tyle.
14 lat później, siedzę tutaj i oglądam w wiadomościach karetkę wyjeżdżającą z jego domu, wielką bramę, tłumy na zewnątrz od bramy, reportaże, tłumy przed szpitalem. 
Przyczyna zgonu i co mogło do niej doprowadzić oraz wspomnienie tamtej rozmowy mnie uderzyło, wraz z niemożliwymi do powstrzymania łzami.
Koniec przewidywany przez niego, przez jego bliskich i przeze mnie, ale to czego nie przewidziałam, to jak bardzo mnie to zaboli, gdy w końcu się stanie.
Osoba, której nie udała mi się pomóc jest właśnie transportowana do biura koronera w LA w celu Autopsji.
Całą moja obojętność i odcięcie, nad którymi tak ciężko pracowałam przez te lata trafił szlag i w tej chwili jestem zdruzgotana.
Powiem teraz coś, czego nie mówiłam nigdy, gdyż tym razem chcę, aby prawda wyszła na jaw.
Nasz związek nie był "ściemą", jak był przedstawiany w prasie. 
To był nietypowy związek, tak, w którym dwoje nietypowych ludzi, którzy nie żyli i nie znali "normalnego życia" znalazło porozumienie, być może z podejrzanym wyczuciem czasu z jego strony. Niemniej, wierzę, że kochał mnie tak mocno, jak mógł kochać kogokolwiek, a ja kochałam go bardzo.
Chciałam go "uratować", chciałam uchronić go przed nieuniknionym, które właśnie się wydarzyło.
Jego rodzina i bliscy także chcieli go od tego uchronić, ale nie wiedzieli jak, a to było 14 lat temu. Wszyscy wtedy baliśmy się, że tak właśnie się to skończy.
W tamtym czasie, próbując go ratować, prawie zatraciłam samą siebie.
Miał w sobie niesamowicie potężną moc i siłę, której nie należało lekceważyć.
Kiedy używał jej do czegoś dobrego, to było najlepsze, ale kiedy używał jej do czegoś złego, to było naprawdę, NAPRAWDĘ złe.
Przeciętność nie była czymś, co choć na sekundę wkraczało w osobę i działania Michaela Jacksona.
Stałam się bardzo chora emocjonalnie, duchowo wyczerpana w mojej misji ratowania go od pewnych zachowań autodestrukcyjnych i od okropnych wampirów i pijawek, które w jakiś sposób zawsze do siebie przyciągał.
To mnie przerastało.
Miałam swoje dzieci, o które musiałam dbać, musiałam podjąć decyzję.
Najcięższą decyzję, jaką kiedykolwiek przyszło mi podjąć, czyli odejść i pozwolić jego losowi mieć go, mimo że beznadziejnie go kochałam i starałam się to jakoś zatrzymać czy odwrócić.
Po Rozwodzie, spędziłam kilka lat obsesyjnie myśląc o nim i o tym co mogłam zrobić inaczej, w żalu.
Potem spędziłam kilka lat wściekając się na tę całą sytuację.
W pewnym momencie, stałam się naprawdę obojętna, aż do teraz.
Kiedy siedzę tutaj przytłoczona smutkiem, zdezorientowaniem i refleksjami na temat tego, co było moją największą porażką do tej pory, oglądając w wiadomościach prawie klatka po klatce ten sam przebieg zdarzeń, który widziałam 16 sierpnia 1977 roku, dziejący się ponownie, tym razem z Michaelem. 
Widok, którego nigdy nie chciałam więcej oglądać, dokładnie jak to przewidział, jestem zupełnie, zupełnie zdruzgotana.
Wszystkie chore doświadczenia czy słowa, które czułam w stosunku do niego w przeszłości umarły we mnie razem z nim.
Był wspaniałą osobą i miałam szczęście być z nim tak blisko, jak byłam i przeżyć z nim wiele doświadczeń i lat, które spędziliśmy razem.
Mam desperacką nadzieję, że teraz może być uwolniony od swojego bólu, presji i zamieszania.
Zasługuje na to by być wolnym od tego wszystkiego i mam nadzieję, że jest teraz w lepszym miejscu, lub będzie.
Mam też nadzieję, że wszyscy, którzy czują, że zawiedli w próbach pomocy mu, mogą zostać uwolnieni, gdyż on w końcu został.
Świat jest w szoku, ale w jakiś sposób on wiedział jak rozegra się kiedyś jego los lepiej niż ktokolwiek inny, i miał rację.------------------- tłum: ola MJ Translate

Zanim Michael poślubił Lisę, znalazła się w nielicznym gronie najbliższych i zaufanych przyjaciół.
Twardo stała po jego stronie. Niezachwianie wierzyła w jego niewinność.
Rozumiała czyste dziecięce serce, uwięzione w ciele dorosłego człowieka i dojrzałego artysty.
Michael był marzycielem, utożsamiał się z Piotrusiem Panem - czarodziejem, chłopcem z Nibylandii, który nie chciał dorosnąć.


Aby to lepiej zrozumieć, należy zgłębić jego dzieciństwo, a raczej jego brak.
Został gwiazdą mając 8 lat, co było okupione ciężką praca i obowiązkami ponad siły dziecka.


Uduchowiony, dorosły Michael wierzył w swoją misję uczynienia świata lepszym.
Z miłością realizował ten cel poprzez konsekwentną działalność charytatywną na rzecz dzieci i globalnej ochrony środowiska przed wojną, dewastacją i zniszczeniem.

( tutaj z polskim tłumaczeniem tekstu)


W koszmarnym 1993 roku Lisa imponowała rozsądkiem, spokojem, szczerością, dlatego jej wskazówki cenił najwyżej.
Mówiła dosadnie i na temat, nie bojąc się wyrażać żadnej opinii.
Jednocześnie była kobieca, ładna i mądra.





Nic dziwnego, że Michael był oczarowany i zakochany po uszy, jednak kompromisy jakich wymaga małżeństwo były trudniejsze niż oboje sobie oboje wyobrażali.
Jego zniechęcała rutyna w związku, a ją jego kawalerskie nawyki, których nie zamierzał zmieniać.
Michael potrzebował dużo przestrzeni, aby tworzyć i dbać o swoją karierę.
Ciągle gdzieś znikał i nie pojmował dlaczego jej to przeszkadza, skoro on tak ciężko pracuje w studio, na planie filmowym i dla dobra ludzkości.

( polskie tłumaczenie tekstu tu)



(polskie tłumaczenie w tym miejscu)

Protestowała, a on, który nie znosił kłótni i konfrontacji uważał, że podcina mu skrzydła.
Była zazdrosna o czas poświęcony muzyce, dzieciom, działalności filantropijnej, rodzinie Cascio, prawnikom, biznesmenom, fanom, oraz wszystkiemu do czego zobowiązywało utrzymanie pozycji najbardziej popularnej super gwiazdy na świecie.
Trudno dziwić się Lisie, że w napiętym kalendarzu Michaela pragnęła zdobyć jak najwięcej miejsca dla siebie i ich rodziny.
Tymczasem była to era HIStory, a Michael maksymalnie skupiony na promocji albumu, oraz intensywnych przygotowaniach do gigantycznej trasy koncertowej.
Czas mijał, a problemy dnia codziennego narastały.
Nie rozwiązując ich oddalali się coraz bardziej od siebie.
Lisa naciskała na Michaela jak spędza czas po za domem. Czuła się zaniedbywana. Czuła się przedmiotowo.
Nie przebierała w słowach, kiedy była wkurzona.
On nie rozumiał o co jej chodzi, ponadto ciągle zmagał się z demonami przeszłości.
I to był poważny powód jego frustracji.
Cierpiał, prawie nie sypiał, fatalnie znosił odstawienie leków, pracował ponad siły, ponieważ zawsze dążył do doskonałości.
Nie zapominajmy, że Michael zmagał się także z przewlekłą i poważną chorobą. (lupus i vitiligo).


Od 1993 r. w oczach mediów i części opinii publicznej stał się co najmniej postacią dwuznaczną.
Łatka pedofila przylgnęła na zawsze.
To łamało mu serce i nie pozwoliło należycie cieszyć się małżeństwem.
Czegokolwiek dotknął artystycznie zamieniało się w złoto, jednak Michael utracił zaufanie do ludzi, zamykał się w swoim świecie. Bywało, że popadał w depresję.
Mam skórę nosorożca... nikt nie może mnie zranić - często publicznie powtarzał, jednak wewnętrznie był kruchy.
W istocie popadał w izolację i uciekał w świat leków na receptę, które pomagały mu zasnąć, uśmierzały fizyczny i psychiczny ból, łagodziły stany lękowe.
Przy tym wszystkim nadal był niesłychanie kreatywny.
Artystycznie nadal odnosił niewiarygodne sukcesy.
Najbardziej utytułowany artysta wszech czasów, pobijający rekordy sprzedaży płyt z największą publicznością na świecie - ikona pop kultury, której popularność była niewyobrażalna, czyniąc więźniem i zakładnikiem własnej sławy.


To wszystko sprawiało, że presja rosła, a on sam stawał się łatwym celem dla mediów i oponentów.
Rozpętano kampanię oszczerstw i pomówień.
Był straszliwie samotny i na niewielu naprawdę mógł liczyć..
Wykazując tendencję do wiązania się z nieodpowiednimi osobami, eliminował sprawdzonych przyjaciół, którzy według niego nadmiernie ingerowali w jego życie, próbując często z troską mówić mu co ma robić.
Po kolei odcinał się od wszystkich, którzy go kochali aż zostali sami pochlebcy.
Dla nich był tylko maszynka do zarabiania pieniędzy.
Im więcej płacił, tym bardziej traktowano go przedmiotowo.
Grzali się jego sławą i trwali na zasadzie "jak się sprzeciwisz, to cię zwolnię".
Lisa nazywała ich wampirami i pijawkami.
Taki sam typ ludzi otaczał jej ojca i dobrze pamiętała do czego to w końcu doprowadziło.
Nienawidziła tego całego królewskiego dworu, ale on wtedy nie chciał jej słuchać.

Kroplą, która przelała czarę goryczy w tym małżeństwie był brak upragnionego potomka.
Kiedy Michael zorientował się, że żona go oszukuje świadomie unikając ciąży, odsunął się i zaczął ją ignorować.
Stawał się zimny, obojętny, nieprzystępny.
Najbardziej czego teraz pragnął to zostać ojcem.
Postanowił spełnić swoje marzenie za wszelką cenę z Lisą lub bez niej.

O: 
Wywierał na ciebie dużą presję, żeby mieć dziecko?
LMP: 
Tak, była wystarczająco duża.
O: 
Od początku waszego małżeństwa?
LMP: 
Tak było. I ja tego chciałam. Tylko utwierdzałam siebie, chciałam mieć pewność, patrzyłam w przyszłość i myślałam, nie chciałam kiedyś walczyć z nim o opiekę nad dzieckiem. Nie chciałam tego, nie chciałam z nim rywalizować. Potrzebowałam upewnić się, że wszystko z nami jest w porządku. Wiem, miałam dzieci, wiedziałam jak to jest, kiedy narażasz dzieci na pewne okoliczności. Musisz mieć pewność, że wszystko jest bezpieczne, pewne i dobre, chciałam mieć pewność, że on i ja jesteśmy naprawdę, naprawdę jednością, ponieważ będziemy mieli wielu przeciwko sobie.
O: 
Nie pamiętam dokładnej daty waszego rozwodu, ale rozwiedliście się i kilka miesięcy później, wiem, że to był październik, ogłoszono, że Debbie Rowe spodziewa się dziecka. Jak się wtedy czułaś?
LMP: 
Cóż, wiedziałam, że to była w jakimś sensie forma odwetu z jego strony. Ponieważ ja nie urodziłam dziecka i wiem, że ona była tam cały czas mówiąc mu, że ona to zrobi.
O: 
Wiedziałaś o tym?
LMP: 
On mi powiedział, przyszedł i powiedział mi "Jeśli ty tego nie zrobisz, Debbie powiedziała, że to zrobi". Powiedziałam "Co to ma być? Hej...nie drocz się ze mną". Posprzeczaliśmy się o to, wiesz, bo takie argumenty naprawdę nie działają. Jednak on myślał, że to zadziała. Nie chcę powiedzieć, że on tak stawiał sprawę "Cóż, jeśli ty tego nie zrobisz, inna osoba to zrobi. Zrobisz to czy nie?"
O: 
Och, rozumiem to. Niewielu jest mężczyzn, którzy powiedzą: daj mi dziecko, albo zrobię je sobie z kimś, kto tego chce.
LMP: 
Racja i to brzmi... jak analiza zdarzenia po fakcie i tak dobrze rozumiem go teraz. Jednak wtedy tego nie rozumiałam.
O: Ból?
LMP:
Ból. Ból, cierpiałam i przysparzałam jemu cierpienia. Robiłam też głupie rzeczy.
tłumaczenie: kato -  MJ Translate

Lisa twardo stąpa po ziemi.
Pomimo problemów z młodości udało się jej wyjść na prostą.
Córka Elvisa porzuciła alkohol, imprezowanie, używki.
I chociaż tak młodo wyszła za mąż po raz pierwszy, kiedy została matką odpowiedzialnie kochała i troszczyła się o swoje dzieci.
Gdy zakochała się w Michaelu natychmiast odeszła od męża i chociaż taka decyzja może wydawać się pochopna wręcz nieodpowiedzialna, Lisa wykazała się odwagą i zdecydowaniem.
Kościół Scjentologiczny, do którego należą wraz z matką Priscillą wytrenował w niej potrzebę akcentowania własnych potrzeb ponad wszystko.
W związku z tym Lisa nie była skłonna do poświęceń na dłuższą metę nawet dla Michaela, który z kolei na każdym kroku odwoływał się do duchowości i uczucia, jednak uparcie i bezwzględnie dążył  do celu, jakikolwiek by on nie był.
Upór, determinacja, bunt kiepsko się mają do wizerunku nieśmiałego i pokornego Michaela.
Jednak czy manipulator, dyktator, narcyz może mieć takie niewinne spojrzenie i taki słodki uśmiech...??










Ta dwoistość natury Michaela istniała niezaprzeczalnie.
Potwierdzali ją wszyscy z Lisą na czele.
Prywatnie nieśmiały i nieco zagubiony.
Charyzmatyczny nie tylko jako artysta ale i człowiek - jednym słowem anioł bez wad... ??




                            

Na scenie bezwzględny perfekcjonista, wulkan seksu, uwodziciel, super gwiazdor, świadomie kierujący swoją karierą.





Kim był Michael Jackson naprawdę?
Jego żona twierdzi, że normalnym facetem z krwi i kości ze wszystkim zaletami i wadami jak każdy człowiek.
Uff.. ulżyło mi. Michael Jackson nie był kosmitą...:) ale trzeba przyznać, że czasem za takiego pragnął uchodzić;)
Miał prawo kreować swój image wedle własnego pomysłu i upodobania, wliczając w to także operacje plastyczne.
To jego sprawa i nikomu nic do tego.
Prawdziwym artystą się nie bywa. Jest się nim zawsze, także po za sceną.
I taki był Michael... prawie nigdy nie wychodził ze swojej roli.

To wszystko mogło grać istotną rolę w związku Lisy i Michaela.
Życie w takich realiach przerosłoby każdego. Ostatecznie przerosło samego Michaela.
Była zbyt niezależna, aby zaakceptować jego styl życia.
Czuła, że ich związek może nie być trwały, dlatego obawiała się urodzić dziecko, a to świadczyłoby tylko o jej rozsądku.
A może po prostu marzyła o własnej karierze?
Miała dopiero co wyrośnięte z pieluch własne dzieci.
Może nie chciała więcej ciąży, porodów, przynajmniej na razie?
Może Michael skutecznie wystraszył Lisę planem posiadania dziewiątki potomków i gromadki adoptowanych sierot z trzeciego świata?
To już pozostanie tylko w sferze domysłów.
Nigdy nie poznamy prawdy i słusznie.To intymne, osobiste sprawy.
Miał obsesje na puncie swojej prywatności.
Rozżalona i zła Lisa po definitywnym rozstaniu z byłym mężem, po 4 latach od rozwodu była bardziej skora do ujawniania niektórych szczegółów związku z Michaelem.
Wszystko co wtedy ujrzało światło dzienne to wersja zawiedzionej, rozczarowanej jednak ciągle zakochanej kobiety, aczkolwiek spójna z późniejszymi zwierzeniami Michaela u Rabbiego Shmuley'a Boteacha.
Jak to zwykle bywa w przypadku rozstania dwojga ludzi każde lansowało swoją rację, a prawda znajdowała się pośrodku.
Różnica polegała na tym, że Lisa chodziła do mediów, gdzie mogła kontrolować co, ile i jak przekaże opinii publicznej.
To nie było miłe dla Michaela, który milczał, a jeśli wypowiadał się o byłej żonie, to zawsze z szacunkiem i w superlatywach.
Na temat swojego małżeństwa już z dystansu rozmawiał ze swoim powiernikiem duchowym Shmuley'em, dyskretnym przyjacielem, jak wtedy sądził.
W luźnych pogawędkach na wiele ważkich tematów, najprawdopodobniej nieswiadomy, że jest nagrywany, otworzył swoje serce i duszę.
Kiedy umarł, Rabbi opublikował ten cenny materiał, co moralnie jest godne napiętnowania.
Paradoksalnie jednak  zrobił wielką przysługę Michaelowi, ponieważ szczerość tych wypowiedzi jest niepodważalna.
Te rozmowy, a raczej zwierzenia były formą terapii, która miała pozostać w czterech ścianach gabinetu Boteacha.
To świadectwo, że Michael nie mieścił się w żadnych stereotypach, za co przyszło mu płacić wysoką cenę.
Był ekscentrycznym geniuszem, wizjonerem.
Głęboko uduchowiony wierzył w misję posłańca.
Poprzez talent, który uważał za dar Boga chciał ofiarowywać ludziom swoją muzykę i taniec.
Kochał dzieci. Ta miłość była niewinna, ponieważ w głębi duszy sam ciągle czuł się dzieckiem.


Michael Jackson nie był jednak dziecinny czy infantylny, co nieustannie mu zarzucano.
Pragnął jedynie zachować na zawsze radość i szczęście beztroskiego dzieciństwa, którego nie zaznał, spędzając tamten czas w trasach i studiach nagraniowych.
Odkąd skończył zaledwie 5 lat, za  pomocą pasa był tresowany na gwiazdę przez oschłego i surowego ojca.
Kiedy dorósł i zdobył sławę oraz majątek pragnął pomagać i zmieniać świat na lepszy.
Robił to przez całe życie, przeznaczając niewiarygodne środki na działalność charytatywną.
Celem było dzielić się tym, czym sam został tak szczodrze obdarzony i nie był to czcze deklaracje.
Spójrz na człowieka w lustrze i zacznij od siebie...


Być może był nieco naiwny.
Jakże trudno to wszystko zrozumieć z perspektywy pospolitego zjadacza chleba... zazdrośnika...  rasisty.
Może byłoby łatwiej, gdyby ktoś taki zamiast najbogatszą supergwiazdą muzyki i pop kultury został pokutnym mnichem.
To nie mieściło się w ogólnie przyjętych ramach, zatem uznano Michaela Jacksona za dziwaka, wyśmiano go, a na końcu oskarżono o pedofilię.
Czy nie wystarczy by zwariować?
Michael Jackson nie zwariował. Umarł przedwcześnie, ponieważ pękło mu serce.

Anjelica Huston, aktorka, partnerka z filmu Capitan EO spotkała go krótko przed śmiercią.
Zapamiętała Michaela jako wrażliwego i delikatnego człowieka, mającego trudności z zebraniem w sobie dość gniewu by odegrać swoją rolę jako Captain EO, podróżujący z załogą statku kosmicznego, która śpiewa
'Jesteśmy tu by zmienić świat.'
Powiedziała, że to wyglądało jakby gniew nie był częścią jego DNA


Wspomina, że był wątły i kruchy... objęli się i długo rozmawiali:

"Rozmawialiśmy o tym, jak czuł się upokorzony przez oskarżenia o molestowanie i o smutku związanym ze stratą Neverlandu, gdzie żył przez wiele lat. 
Pamiętam jego słowa: 
'Zniszczyli moje marzenie. 
Miałem takie marzenie, być może dziecinne i głupie, miejsce zaprojektowane specjalnie by celebrować niewinność dzieciństwa, którego nigdy nie miałem, i pozbawili mnie tego. 
Kocham dzieci, nigdy nie mógłbym ich skrzywdzić. 
Spędziłem całe swoje życie kochając je i próbując robić dla nich dobre rzeczy. 
Zniesławienie o krzywdzeniu dziecka - to łamie moje serce. 
To jest ból nie do zniesienia, te oskarżenia były niesprawiedliwe i straszne...
tłumaczenie: Bea, MJ Truelove

Wracając do Lisy.
Rozwód z powodu różnicy charakterów nie do pogodzenia - to chyba prawdziwy strzał w dziesiątkę!
Taka była oficjalna wersja rozpadu ich małżeństwa, jednak myślę, że nad ostateczną decyzją Lisy zaważyła zraniona duma zdradzonej kobiety, żony, celebrytki - córki wielkiego Elvisa.
Michael nie pozostawił jej żadnego wyboru  konsekwentnie realizując plan posiadania potomstwa nawet za cenę  rozstania, kiedy Lisa nie zdecydowała się na ciążę.
W tej sytuacji to on ją zostawił, a ona nie miała innego wyjścia jak wystąpić o rozwód.
Definitywne rozstanie nastąpiło dopiero 4 lata później, co świadczy o wzajemnym uczuciu i przywiązaniu, które nie pozwalało na ostateczne zerwanie.
Szczególnie Lisa pragnęła powrotu.
Zgodziła się w końcu na potomstwo.
Widocznie jednak według Michaela nie była wystarczająco przekonywująca, gdyż zdecydował się na drugie dziecko z Debbie, układając w głowie plan bycia samotnym rodzicem.
Z Lisą byłoby to niemożliwe do zrealizowania, a on pojął, że małżeństwo zbyt ogranicza jego wolność i niezależność, z której nie zamierzał rezygnować.
Przyjście na świat Paris było dla Lisy następnym ciosem.
Kolejny raz poczuła się upokorzona, ale przełknęła to jakoś, jednak ich wspólny czas dobiegał końca.
Michael został szczęśliwym ojcem i wkrótce rozwiódł się z Debbie, a ona zrzekła się praw rodzicielskich na zawsze.
Przystąpił do prac nad nowym albumem i zaczął myśleć o kolejnym dziecku.
W jego życiu nie było miejsca dla Lisy, ani dla żadnej innej kobiety w sensie związania się węzłem małżeńskim.
Czy to oznaczało, że Michael nie kochał swojej żony, a zależało mu wyłącznie na dzieciach?
Jak mógł nie kochać Lisy, skoro kochał cały świat!
I tu tkwił problem.
Michael kochał szczerze i z całego serca, ale tyko tyle na ile potrafił.
Ona pragnęła być w centrum jego świata jedyna i najważniejsza, a to nie wydawało się możliwe w świecie Michaela Jacksona i bynajmniej nie chodziło o ewentualne rywalki, nawet o Debbie -  matkę jego dzieci.
Lisa była dopiero na trzecim miejscu po muzyce i karierze oraz wszystkich chorych, biednych, opuszczonych fizycznie i mentalnie dzieciach świata.


To przekreślało ich szanse na stabilny i szczęśliwy związek, ponieważ reprezentowali kompletnie dwie różne osobowości, a ich oczekiwania wobec siebie były nie do pogodzenia.
Czy wspólne potomstwo zmieniłoby cokolwiek?
Nie wydaje mi się.



Perspektywę od strony Michaela na związek z Lisą  i małżeństwo w ogóle, postaram się przedstawić na podstawie dostępnych źródeł w 3 części ... cdn............  niebawem;)


-----------------------------------------------------------------------------------------------

15 komentarzy:

  1. wywiad Lisy dla The Times UK/October 2012

    Why did Presley marry Jackson in 1994?
    “Because I fell in love with him,” Presley says briskly.

    A lot of people found the union odd.
    “I don’t know why, because we were actually similar in a lot of ways. We didn’t have conventional lives. It made sense to me.”

    He was loveable?
    “Very.”

    Did she want to have children with him?
    “In the beginning, yes.” They divorced after two years in 1996. “I hoped it would be the one that would last, but that was a messy situation. Too many people got involved between us.” She means entourages. “We both allowed that, which was a mistake.”

    Was Jackson gay?
    “Absolutely not, not in any way shape or form. Not, not, not, not.”

    She was with him when the first child molestation charges were made.
    “I always maintain it’s not anything I was around for and nothing I witnessed.”


    About Michael Jackson's death

    “was really confusing and really, really painful. Our relationship was something I had parked away, pushed away. It brought it all back in a way I was not prepared for, things I hadn’t dealt with. Some of the things that we went through could never be fixed or resolved. It was devastating.”

    They last spoke in 2005. She spent time alone with his body after the private funeral: “Not an easy thing.” Now she has found “some peace, it can quiet but never go away”. She remains close with matriarch Katherine, presently in reported dispute with her son’s children. “They’re really sweet, incredible people,” Presley says of the Jacksons. “I’ve always had a relationship with them. All I can do is wish them the best.”

    ”Was she acting out some desire to “save” Jackson in a way she couldn’t her father? “I’m sure there were things about Michael that reminded me of my dad. I don’t think it’s unfair to say I’m still a sucker for a father figure. I think I always have been. There were probably things they shared that intrigued me. Both were incredibly dynamic and iconic. My father set the precedent for me early. There were some big shoes to fill.”

    OdpowiedzUsuń
  2. jeju uwielbiam czytać twoje notki, są napisane tak lekko że czyta się je przyjemnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Michaelino, masz bardzo zdrowe podejście do związku Michaela i Lisy. Wielu fanów potępia ją za to, że rzekomo skrzywdziła swojego męża tym, że nie chciała dać mu dzieci i odeszła. Nie zgadzam się z tym. Uważam, że w pewnym sensie również była ofiarą toksycznego związku. Dużo czasu potrzebowała, by się otrząsnąć.Nie mogę się z Tobą zgodzić, że rabin nagrywał Michaela bez jego wiedzy. Michael był swiadom. Mieli w planach opublikowanie nagrań w przyszłości. Czytając książkę rabina często odnosiłam wrażenie, że Michael nie był zbyt szczery. Momentami zachowywał się jakby był na scenie - grał. Czasem mówił od rzeczy, jakby był odurzony. w tamtym czasie rabinowi zależało na Michaelu. Wierzę, że chciał mu pomóc. Dlaczego nagrania opublikował? Bo tak się robi z wielkimi tego świata. Publikuje się listy, pamiętniki, rozkłada się życie na czynniki pierwsze. Michael był tego świadomy. Śpiewał "każdego dnia kreujesz swoją historię".Był wielbicielem biografi wielu sławnych ludzi. Chciał wiedzieć o nich wszystko. Co w tym złego? Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana Juko
    dziękuję za Twoje cenne uwagi:))
    Sądziłam,że rozmowy z Rabinem pełniły rolę terapii i nie były przeznaczone do upublicznienia.
    Niestety nie wiem wszystkiego.
    Napomknęłam tylko o tej sprawie, ale zamierzam dokładniej się tym zając w następnym poście i na pewno wezmę to pod uwagę,ponieważ zamierzam w znacznej mierze opierać się na publikacji rabina.
    Masz racje, cokolwiek Michael robił nie było przypadkowe.
    Świadomie kierował swoim życiem i karierą...to prawda Juko.
    Unikam w blogu komentarzy i wysnuwania jakichkolwiek wniosków.
    Staram się tylko w miarę moich skromnych możliwości przybliżyć nieco jego niezwykłą,ale jakże tragiczną postać.
    To bardzo trudne zadanie dla takiej skromnej fanki jak ja.
    Powoli zaczyna mnie to przerastać, bo zbliżam się do najtrudniejszych momentów w jego biografii.
    Nie wiem czy dam rade?.... czy mam prawo o tym wszystkim pisać?...to wielka odpowiedzialność, chociaż to tylko blog.... moja Nibylandia Michaela Jacksona:)
    Jeszcze raz dziękuję Juko....i serdecznie pozdrawiam :)



    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie napisałaś... dziękuję...
    Uważam, że ten związek nie miał racji bytu mimo wzajemnej wielkiej miłości. Myślę, że Lisa była faktycznie jedyną kobietą (w tym czasie, drugą wg. mnie była Rushka), którą Michael faktycznie kochał. Był jednak zbyt młody i za bardzo zapatrzony w siebie, by pojąć jej potrzeby. Pod koniec Jego życia to się zmieniło i myślę, że wtedy potrafiłby dać jej nieco więcej...
    Pozdrawiam
    haes

    OdpowiedzUsuń
  6. Michaelino,dziękuję za te mądre słowa.........wierzę,że obydwoje kochali,ale też obydwoje byli bardzo uparci ( skąd ja to znam )...już zawsze będą krązyły w mej głowie myśli,czy byłoby mozliwe,ze gdyby Michael posłuchał wtedy Lisy ,przegonił pijawki....byłby dzisiaj ze swoimi dziećmi....może wspólnymi ?

    Jolanta

    OdpowiedzUsuń
  7. Rusha... tak sadzisz?
    Ona milczy.Niewiele jest źródeł w tym temacie, przynajmniej jak dotąd w moim zasięgu.
    Mogło tak być jak mówisz, ale to nic pewnego.
    Z pewnością łączyła ich bliższa znajomość oraz sympatia.
    To widać z nielicznych fotografii i jej wspomnień, ale reszta leży wyłącznie w sferze domysłów, chociaż jest bardzo prawdopodobne.
    Daleko mi jeszcze do tych czasów i tego tematu;)
    Może w międzyczasie coś więcej się wyjaśni? Tylko jeżeli tak było, dlaczego miałoby być aż taką tajemnicą??
    Dziękuję Haes i pozdrawiam :))


    OdpowiedzUsuń
  8. Jolu,
    to chyba nie tylko o pijawki chodziło.
    Sadzę,że Michael zbyt pochopnie zdecydował się na dziecko z Debbie,nie dając Lisie czasu, którego widać jeszcze potrzebowała.
    To musiał być cios,który przechylił szalę...a potem kolejna ciąża i narodziny Paris.
    To on ją zostawił tak naprawdę,cokolwiek działo się jeszcze miedzy nimi po rozwodzie.
    Trudno coś takiego skleić, tym bardziej gdy gapi się na to cały świat.
    Dzięki,ze wpadlaś:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję Michaelinko :) Szkoda, że życie nie jest proste a związek dwojga kochających się ludzi skazany jest na niepowodzenie. Myślę, że ich rozstanie było zgodne z wolą Michaela.... tylko dlaczego po latach było mu przykro, że jest już jej obojętny ?
    Jola

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam dokładnie takie same odczucia jak Ty,jeśli chodzi o związek Michaela i Lisy.Mogę domyślać się na podstawie swoich doświadczeń, o co chodziło w tym wszystkim.Jako kobieta, która czasem próbuje zrozumieć ten odmienny gatunek jakim są mężczyźni wiem....że z nimi nie jest ławo, a bez nich też :)
    Poza tym pięknie piszesz, wszystko popierasz faktami, robisz to obiektywnie i wkładasz w to serce.Świetnie się to czyta.Nie wkurzam się podczas czytania,jak przy innych biografiach Michaela, bo to zwyczajnie niezwyczajnie same fakty, a nie tania sensacja.Nie przestawaj.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziękuję Netko:))
    Na pewno nie przestanę,pozdrawiam:)
    Właśnie pieczołowicie studiuję materiały do następnego posta;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dzięki Tobie dowiedziałam się wiele nowych rzeczy, świetny wpis :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Witam Michaelina. Właśnie odkryłam Twój blog i jestem zachwycona bogactwem informacji o Michaelu. Mam nadzieję, że będziesz pisać częściej. Czy zauważyłam, że na jednym ze zdjęć, które umieściłaś w tym poście, MIchael ma na czarnej koszulki naszywki w polskim orzełkiem i napisem "POLSKA" ? To niesamowite!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj missearthquake :)))
      Zapraszam i również mam nadzieje pisać częściej, w każdym razie na pewno nie przestanę, ale czasu ciągle za mało...;)
      Michael koncertował w Polsce w 1997. Ta fotka z Orzełkiem pochodzi z 1998r.. ale nie została wykonana u nas, chociaż tego roku Michael ponownie odwiedził nasz kraj odwiedził ale już mniej oficjalnie.
      Chodziło o budowę parku rozrywki w Warszawie.
      Tak więc miał dwie okazje, aby zdobyć lub zostać obdarowanym taką plakietką.
      Jego garderobiany i projektant kostiumów, Michael Bush zdobywał dla niego podobne drobiazgi.
      Na tym zdjęciu ze swoim synem Prince podczas przedstawienia cyrkowego w Niemczech.
      Pozdrawiam ....:)))

      Usuń
  14. Cześć Michaelino,
    Mam na imię Maciek i właśnie wpadłem na twój blog i przeczytałem o MJ-u i Lisie, poniewaz te "kontrowersyjne" małżeństwo zawsze mnie ciekawiło. Moi rodzice zawsze sądzili, że to Lisa była winna rozstaniu. Takie same zdanie ma moja przyjaciółka. Lecz ja bym tak nie powiedział po tym co napisałaś. Dziękuję, że to napisałaś. Mam prośbę w wolnym czasie napisz post o życiu Michaela w trasie, bo mnie to ciekawi.
    I jeszcze pytanie: Czy byłaś kiedyś na jego koncercie, bo ja niestety nie. JEstem za młody.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń